Czas płynie...

"Left to themselves, things tend to go from bad to worse" (Rzeczy pozostawione samym sobie zmieniają się ze złych na gorsze)

Dziwną cechą ludzi jest mniemanie, że złe wspomnienia - jeśli po prostu o nich nie rozmawiamy - jakoś "przyschną", zapomną się, rozmyją.
A one właśnie wtedy tym bardziej jątrzą i ze zdwojoną siłą atakują właśnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Tłumiony żal toczy nas od środka, a próba zapomnienia o nim schładza myśli do temperatury kosmosu, odsuwa nas od świata i od ludzi, którzy właściwie nic nam złego nie zrobili. Ból chowa się w zakamarkach naszej podświadomości i nagle wyskakuje z rozdzierającym okrzykiem wyrwany z głębokiego snu jakimś słowem, zdarzeniem, rozmową - zupełnie jak dawno zapomniany dowcip, który nagle przypomniała nam bieżąca sytuacja. Nagle okazuje się, że nic się nie zagoiło i nie zabliźniło - że jesteśmy tylko jeszcze bardziej rozdarci. Jeszcze bardziej "dorośli" - pozbawieni tej cudownej, dziecięcej ufności w ludzi i w nowy dzień...

To - co pozostawimy samemu sobie - zmieni się tylko na gorsze...

Ktoś powiedział "czas jest najlepszym lekarzem". Może to i prawda, ale jego ulubionym lekarstwem jest zobojętnienie. Jest on więc siłą rzeczy także najdoskonalszym zabójcą. Tak jak penicylina - niszczy wszystko bez wyboru: żal, cierpienie, ale też uczucia, emocje, wiarę, nadzieję, zaufanie...

Cóż - kamienie też mają swoje zalety, ale czy ktoś kładzie się z nimi na noc do łóżka? Czy ktoś naprawdę czerpie jakąś przyjemność rozmawiając z nimi? Czy można je pokochać z wzajemnością?

Nie pozostawiajmy niczego wyłącznie czasowi. Każdą kurację trzeba wreszcie zakończyć. Jeśli przeciągamy ją w nieskończoność - mamy dużą szansę na przegapienie właściwego momentu. Mamy dużą szansę zamienić się w kamień. A wtedy może być... zazwyczaj jest już za późno...

<< Wróć do poprzedniej strony