Podkuwanie i kozy

Nie, nie. Nie chodzi o Pacanów.
Przy podkuwaniu koni mieliśmy okazję asystować jeszcze w Paryji tuż przed wyjazdem w dalszą drogę.

Bartek i tak większość czasu spędził na strychu, na którym odkrył całą kocią rodzinkę.

Dalsza droga wiodła przez Żurową, w której wspięliśmy się na Skałę Borówka. Ciekawa wychodnia skalna w kształcie dwóch baszt z umieszczoną w jednej z nich kapliczką.
Następny postój w Binarowej. Remontowany po powodzi w czerwcu 2010 r. zabytkowy, drewniany kościół już coraz bardziej przypomina siebie sprzed kataklizmu. Posadzka zostałą już ukończona i pomału powracają do wnętrza meble i sprzęty liturgiczne.
Tym razem moglismy obejrzeć babiniec pod wieżą, w którym poprzednio robotnicy zrobili magazyn swojego sprzętu. Do kościoła wrócił także zabytkowy konfesjonał

Zahaczyliśmy także o Podkarpacką Troję pod Jasłem, aleprzyjechaliśmy tam za późno. Trudno - uda się innym razem.

W Jaśle obiad i krótki spacer po rynku, a potem już prosto do Mszany na Przełęczy Dukielskiej.

W popegieerowym gospodarstwie mieszka około 200 kóz najróżniejszej maści i odmian.
Szczególnie jedna spodobałą się nam obydwóm, kiedy podbiegła truchcikiem do ogrodzenia wezwana przez Gospodarza po imieniu: "Czekolaaada!"

Jako że akurat trafiliśmy na imieniny Wawrzyńca - nie mogło obyć się bez... ogniska. Były pieczone kiełbaski i pieczone kozie sery. Pycha!

To była nasza pierwsza w tej wyprawie noc pod namiotem.
Rano z naszego namiotu, rozbitego niemal na szczycie wzgórza, naszym oczom ukazała się cała leżąca u naszych stóp dolina, stopniowo wyłaniająca się z porannej mgły...

Bajka!

 

{guestbook}

<< Wróć do poprzedniej strony