Aktualności
Żniwa w Paryji
Opublikowano 6 sie 2011
Impreza rozpoczęła się całkiem wcześnie rano.
Od 10:00 pod chałupę zaczęli się schodzić i zjeżdżać ludzie ciekawi tego jak wyrabia się różnego rodzaju ozdoby ze słomy żytniej, wyplata wiklinowe koszyki, tworzy na szydełku koronkowe cudeńka.
Można było oczywiście, a właściwie koniecznie należało spróbować własnych sił, co też większość - szczególnie dzieci - czyniła z ochotą.
Na innym stoisku dla odmiany wystawione zostały regionalne potrawy i przysmaki. Dobrze że fotografowie szybko uwinęli się z ich dokumentowaniem bo zniknęły w ekspresowym tempie. Szczególnie domowe chleby, masło, twarogi, sery... Oczywiście jak zwykle szczególnie wielkim zainteresowaniem cieszyły się ciasta i słodycze.
Dzieci w ogóle zjawiło się nad podziw dużo. Wciskały się w każdą wolną przerwę pomiędzy dorosłymi, przysiadały się do każdego kramu i próbowały wszystkiego: od ciast drożdżowych i piernika Zawiszy - po wyplatanie koszyków i bombek choinkowych ze słomy.
W przerwie wybraliśmy się z Piotrem na krótką wycieczkę na pobliską skałę. Znienacka weszliśmy na ukryte w starym pniu na środku ścieżki gniazdo os...
Wrzask Bartka słychać było chyba od Tuchowa po Szerzyny!
Zresztą nie za bardzo mu się dziwię. Obaj zaliczyliśmy po 7-10 użądleń...
Wielkim szczęściem można nazwać to, że obaj okazaliśmy się pozbawieni uczulenia na ukąszenia os i skończyło się tylko na strachu i paru uronionych łzach.
Po przerwie na podwórzu przed chatą odbywały się pokazy z najróżniejszych dziedzin rzemiosła.
A to kołodziejstwa, a to kręcenia powrozów...
Mieczysław wyjaśniał nam pokazowo przeznaczenie tradycyjnych sprzętów gospodarskich, demonstrował sposób użycia kosy (inaczej do trawy, inaczej do zboża) oraz objaśnił szczegółowo budowę cepa.
Cepy zresztą niedługo potem poszły w ruch, kiedy gospodarze zademonstrowali młockę na jeden, dwa i trzy cepy.
Było też kręcenie powróseł, wiązanie snopów i stawianie stogów...
Wieczorem zaś do samych szczytów drzew buchnęło ognisko, przy którym rozmowy, śpiewy i śmiechy trwały aż do świtu.
Skromna (z powodu problemów z dostępem do sieci) galeria
{guestbook}